POWSTANIE WARSZAWSKIE | ALFABET KRZYSZTOFA ZANUSSIEGO | ODCINEK SPECJALNY
YouTube transcript, YouTube translate
A quick preview of the first subtitles so you know what the video covers.
Nie można przyjaźnić się z kimś, kto jest lojalny wobec wroga. To jest mój alfabet, a ja jestem reżyserem filmowym, nazywam się Krzysztof Zanuci. Powstanie warszawskie. Kiedy podaję swoją datę urodzenia, mówię chełpliwie, że jestem przedwojenny, bo to o wielu rzeczach w moim dzieciństwie po wojnie. mówiono z takim uznaniem przedwojenne, czyli lepsze, czyli lepiej zrobione. No ale to oczywiście była retoryka, to nie znaczyło nic więcej. Kiedy wybuchło powstanie warszawskie, byłem prawie pięcioletnim żdącem i no pamiętam bardzo dużo, bo to się odcisnęło w pamięci. Pamiętam domu, w którym żeśmy mieszkali na alejach jerozolimskich, ruch Pankiewicza. I tak jak powstanie wybuchło, ojca nie było w domu. Mama zaczęła natychmiast dzwonić, jak się zorientowała, co się dzieje. Dzwonić wszędzie, gdzie można go było zastać i okazało się, że on jest parę ulic dalej, tam jakąś drobną budowę prowadził, no i podjął słuchawkę, ponieważ telefony jeszcze jakiś czas działały w czasie powstania. No i wtedy powstał pomysł, którego, który ja oczywiście pamiętam, że wyjdziemy na dach i zobaczymy ojca gdzieś na jakimś odległym dachu, że on do nas pomacha, ja pomacham. Ja wiedziałem, że to jest coś niezwykłego. No normalnie wyjść na dach to nic takiego, ale czułem, że to pomachanie to jest jakiś bardzo ważny ważny rozdział życia. I rzeczywiście z trudem, bo to trzeba było pozwolenia Niemca, który pilnował tej kamiennicy, pozwolił nam wyjść do nas na górę. Mama zadzwoniła, ojciec odebrał ten telefon po drugiej stronie i po chwili pojawił się tam, gdzie miał się pojawić, pomachał z daleka. Myśmy do niego pomachali, po czym Niemiec warknął, żeby już dosyć, żeby nas nie ostrzelali na domu nie ostrzelali na górze. I tak to się wtedy skończyło. Ja od tej chwili dość szybko pogodziłem się z myślą, że będę sierotą, że nie będzie już ojca. I stąd o wiele później już po wygnaniu z Warszawy, jak zdarzyło się, że dotarła do nas wiadomość, że ojciec nas szuka, że jest w Krakowie, to wtedy pamiętam, bo to było bardzo kłopotliwe, z takiej ogłupiały, ogłupiały z radości padłem w wielką kałużę błota i potem cały wieczór żeśmy suszyli to moje paletko i wykruszali z niego błoto, bo przes przesiąkło bardzo głęboko.